Porządek w zdjęciach (RAW i JPEG)
kategoria: Ogólne |
Bałagan w zdjęciach bierze się stąd, że możemy mieć:
- różne wersje tego samego zdjęcia (RAW, JPEG z aparatu, JPEG wywołany ręcznie, edytowany TIFF/PSD/XCF,
- różne kategorie/katalogi dla tych samych zdjęć (z wydarzeń gdzie ważna jest data, ogólne gdzie ważny jest temat bądź przeznaczenie),
- zdjęcia w różnym stanie: zgrane, przejrzane, wywołane,
- kopie zapasowe powyższych.
Ponadto problem nasila się przez niechęć do usuwania (a bo może się kiedyś przyda?).
Moja jeszcze nie do końca sprawdzona propozycja
Struktura katalogów (same nazwy katalogów nie są ważne):PHOTOS ⌎ 2011 ⌎ 2011-01-01 Sylwester ⌎ 2011-02-03 Narty ⌎ … ⌎ 2012 ⌎ … ⌎ Koty ⌎ Ja ⌎ Śmieszne ⌎ … RAWS ⌎ 2011 ⌎ 2011-01-01 Sylwester ⌎ 2011-02-03 Narty ⌎ … ⌎ 2012 ⌎ … ⌎ Koty ⌎ Ja ⌎ Śmieszne ⌎ … WORKING ⌎ 2011 ⌎ 2011-01-01 Sylwester ⌎ 2011-02-03 Narty ⌎ … ⌎ 2012 ⌎ … ⌎ Koty ⌎ Ja ⌎ Śmieszne ⌎ …
Gdzie PHOTOS to najbardziej kompletny katalog ze zdjęciami do oglądania. RAWS to odwzorowanie katalogu PHOTOS zawierający pliki zorganizowane w ten sam sposób, przy czym nie wszystkie pliki muszą mieć kopię. Zapasowe RAW-y są przydatne do ponownego wywołania. Właściwie może być ich nawet więcej niż w PHOTOS, np. gdy mamy kilka bardzo podobnych do siebie zdjęć i nie możemy się zdecydować, które jest najlepsze — RAW-y możemy wtedy zostawić wszystkie a zwykłe zdjęcie tylko jedno. Oczywiście jeśli tylko miejsce na dysku na to pozwoli.
Natomiast katalog WORKING spełnia inne funkcje: tutaj lądują zdjęcia z aparatu, tutaj je początkowo przeglądamy, kasujemy, wywołujemy i edytujemy. Tutaj też mogą pozostać pliki z edytorów zdjęć (xcf, psd), żeby można było do nich później wrócić.
Nie ma przeciwwskazań, żeby katalogi WORKING i RAWS były podkatalogami PHOTOS.
Do tego wszystkiego potrzeby jest jeszcze backup. Gdy mamy mało miejsca to backapujemy zdjęcia do oglądania, jeśli więcej to dodajemy RAW-y, ale najlepiej backupować wszystko.
Urban Card — kupowanie biletu we Wrocławiu nigdy nie było tak proste
kategoria: Ogólne |
Można go kupić przecież przez Internet. No przynajmniej niektórzy mogą. Ja nie. Nie mogę się zalogować. Albo zapomniałem hasła, albo coś im się popsuło. Z chęcią bym sobie to hasło zresetował, ale niestety system twierdzi, że nie posiada w bazie adresu e-mail na który wysyłał mi wcześniej potwierdzenia. Nic straconego zresztą — podobno zakup przez Internet może zakończyć się nieplanową wizytą w BOK-u. Ale co tam, można przecież bilet kupić w automacie.
Aby to zrobić wystarczy przecież tylko…
- Udać się do najbliższego automatu od domu, gdzie okazuje się, że chyba prądu brakło. Czarny ekran. Kaput.
- Udać się do automatu najbliżej pracy. Ten nawet działa, ale jakoś magicznie każda przystawiona karta jest „nieczytelna”.
- Spóźnić się na autobus do domu zupełnie bez sensu.
- Następnego dnia sprawdzić w Internetach, gdzie jeszcze znajdują się automaty.
- Udać się do najbliższego z nich, żeby dowiedzieć się że wcale go tam nie ma.
- Udać się do drugiego najbliższego, żeby dowiedzieć się, że również go tam nie ma.
- Spóźnić się do pracy.
- Znaleźć na farta automat przy jakiejś większej ulicy, żeby dowiedzieć się, że tu chyba też prądu zapomnieli podłączyć.
- Rzucić kilkoma wulgaryzmami na lewo i prawo.
- Znaleźć kolejny automat na farta, który o dziwo jest podłączony i odczytuje kartę. WOW.
- Wybrać bilet. Ekran dotykowy trochę toporny, ale interfejs spoko. Przedłużanie biletu jest naprawdę proste.
- Włożyć kartę płatniczą, wpisać PIN, poczekać 3 minuty, żeby dowiedzieć się, że autoryzacja jest niemożliwa.
- Włożyć inną kartę płatniczą, wpisać PIN, poczekać 10s, żeby dowiedzieć się, że autoryzacja jest niemożliwa.
- Zupełnie przypadkowo mieć gotówkę i zapłacić. Odebrać, co dziwne, poprawnie wyliczoną resztę.
Pierwsze wrażenia z Opery 11
kategoria: Arch, KDE, Opera, Vim i okolice |
Sztandarowym ficzerem w nowej wersji są rozszerzenia. Nie wiem jak u innych użytkowników, ale mnie one aż tak bardzo nie ruszają. Jakbym ich jakoś bardzo potrzebował to pewnie bym używał innej przeglądarki. Niemniej jednak dobrze, że są. Przynajmniej zwolennicy Firefoksa czy Chrome będą mieli jeden argument mniej.
Rzecz, która bardzo mi się podoba to ten… no… wizualizator gestów myszy. Fajna rzecz do ich nauki. Ja standardowo używałem tylko machnięć w lewo i w prawo, żeby zrobić „wstecz” lub „dalej”. Inne nie były tak bardzo potrzebne, a już na pewno nie chciało mi się sprawdzać, który jest który. Teraz nie będzie z tym problemu.
Osobiście nie podoba mi się schowanie parametrów z adresu i w pracy ze stronami WWW jest to wręcz niedopuszczalne. Jednak nie ma co narzekać, gdyż sytuację przywraca się do normalności wyjątkowo łatwo. Wystarczy „prawoklik” na tej graficzce z lewej strony adresu i wybranie odpowiedniej opcji. Z drugiej strony może to i fajna opcja dla zwykłych użytkowników™. Tylko jest tutaj mały błąd użyteczności. Próbując zaznaczyć cały adres do skopiowania zaznaczamy tylko ten podstawowy, gdyż parametry pojawiają się dopiero po kliknięciu.
Zmiany wizualne są na plus. Najbardziej podoba mi się wygląd panelu do poczty, chociaż nie mogę tutaj za dużo powiedzieć, bo tak naprawdę jej nie używam. Korzystam tylko z RSS-ów, które teraz fajnie się w tym panelu prezentują. Dzięki temu spróbuję znowu zrezygnować z głównego menu. Wcześniej nie było to możliwe, bo dostanie się do poszczególnych kanałów RSS zabierało zbyt wiele klików.
Odnośnie przypinania i grupowania tabów mam podobne wrażenia jak w przypadku rozszerzeń. Dobrze, że są, ale nie bardzo widzę dla nich zastosowanie. Może dlatego, że mam tendencję do utrzymywania liczby otwartych tabów w okolicach 5-8, przez co nie ma bałaganu.
Podsumowując: wydanie nie jest dla mnie jakieś powalające, chociaż oczywiście jest to kolejny spory krok do przodu. Niemniej jednak dalej czekam na synchronizację RSS za pomocą Opera Link, żebym mógł czytać te same rzeczy jednocześnie z domu, z pracy i skądkolwiek.
Przy okazji: jeśli czyta to jakiś developer Opery to poproszę o naprawę DSK-318297, bo przez to muszę w pracy zdradzać Operę z Google Chrome. :-)
Przy okazji²: jeśli czyta to jakiś „decyzyjny” z Opery to poproszę o otwarcie bug trackera dla ludności cywilnej. Bo to zgłaszanie bugów jak teraz jest trochę bez sensu, nie wiadomo czy nie zgłaszamy n-ty raz tego samego i w ogóle nie wiadomo co się z daną sprawą dzieje.
Windows XP: Starcraft II Edition
kategoria: Ogólne
Rodzina systemów Windows nie ma dla mnie jakiegoś większego zastosowania. Niemniej jednak kilkanaście dni temu jedno się pojawiło i nazywa się Starcraft II.
Żeby oszczędzić sobie czasu i polepszyć odczucia z korzystania z tegoż systemu, dodałem sobie Starcrafta do autostartu oraz dopieściłem lekko wybór systemu startowego: 
Zmiana splasha nie powinna być trudna. Pozostaje tylko jedna kwestia, za którą nie wiem jak się zabrać. Ale może ktoś bardziej doświadczony jest w stanie powiedzieć: jak automatycznie zrestartować system po wyjściu z gry (czyli np. po zniknięciu jakiegoś pliku czy zabiciu procesu)?
PS: Czy pytania (bez odpowiedzi) nadają się na techbloga? Czy może można umieścić tam wpis, gdy w komentarzach pojawi się rozwiązanie problemu?
Po prawie 44 miesiącach bez mięsa…
kategoria: Ogólne |
| Badanie | Norma | Wynik |
|---|---|---|
| Żelazo | 61.0-157.0 | 117.0 |
| Witamina B12 | 191.0-663.0 | 304.3 |
| Kwas foliowy | 3.0-17.0 | 11.2 |
Wiem, że nikogo to nie interesuje, ale…
kategoria: Ogólne
…tenże blogasek będzie zmieniał swój profil, bo już za długo wkurzał mnie swoim rozmyciem tematycznym i posuchą wpisową.
Co ciekawe, został założony jako serwis z… przepisami wegetariańskim. Jakoś tak wyszło, że nigdy się ani jeden post w tym temacie nie pojawił. Co jednak nie znaczy, że pomysł nie został zrealizowany. I to również na Joggerze, o tutaj: JamiPrzepisy.
Na blogasku zergowym za to walały się różne rzeczy, głównie związane ze światkiem IT. I najprawdopodobniej ten temat będzie kontynuowany, jednak bez informowania o wydarzeniach z branży, bo to się bardzo szybko deaktualizuje. Zresztą do tego dużo lepiej się nadają Blipy czy Facebooki. Wylatują tylko rzeczy związane z programowaniem, które i tak są opublikowane na Code42.
Wylatuje też dział „Polityka”, bo po 26 latach życia dobrze już wiem, która opcja to czyste zło, a którą warto popierać. Wiem również niestety, że z tą dobrą trudno do ludzi dotrzeć a mi się na to czasu nie chce poświęcać (i tak już dużo go straciłem). Dzięki ukształtowaniu poglądów wiem też, że nie warto tracić czasu na śledzenie bieżących wydarzeń politycznych. To czy jakiśtam krzyż będzie gdzieśtam stał czy nie, naprawdę nie zmienia w ogóle mojego życia…
Oczywiście pojawią się nowe tematy, ale nie będę ich zapowiadał, żeby potrzeb nie „odszczekiwać” w razie problemów. Chociaż z drugiej strony to publiczna deklaracja działa motywująco, więc chyba powinienem? :)
Zdjęcie autorstwa NeuwieserOpenFinance — zmiana adresu? Nic prostszego!
kategoria: Ogólne
Z powodu przeprowadzki trzeba było pozmieniać adresy korespondencyjne w kilku miejscach. W większości przypadków nie było problemu z wyklikaniem tego przez Internet. Ciekawie zrobiło się dopiero przy OpenFinance. Wyglądało to tak:
- Radośnie zalogowałem się do ich systemu z ciężko zapamiętywalnym loginem i hasłem, które trzeba mieć rozpisane, bo podaje się znaki wybiórczo.
- Klikam zmianę adresu korespondencyjnego, a tu łup: nie można zmienić, ponieważ nie mam podpisanej jakiejśtam umowy papierowej (chyba jej nie potrzebuje, bo korzystam tylko z lokat).
- Skorzystałem z formularza kontaktowego, aby dowiedzieć się jak można sprawę uskutecznić.
- W odpowiedzi dostałem numer telefonu, pod który trzeba dzwonić.
- Pierwsza próba zakończyła się 3 czy 4 minutowym odsłuchiwaniem nudnej muzyczki i informacją, iż wszyscy konsultanci są zajęci. Poddałem się.
- Odpowiedziałem na wcześniejszy e-mail z informacją, że podanie telefonu nie pomogło bo nikt nie odbiera, a mnie szkoda czasu i pieniędzy na czekanie w nieskończoność (przy okazji złośliwie napomknąłem, iż numer z zerem na początku jest nieprawidłowy ^_^). Spytałem również czy jest jakiś inny sposób na zmianę adresu?
- Po jakimś czasie oddzwonili do mnie, jupi. Po wyjaśnieniu o co chodzi i podaniu nazwiska panieńskiego matki, PESEL-u i czegoś tam jeszcze myślałem, że zaraz będzie po sprawie.
- Niestety pani zażądała 1., 5. i 8. znaku z hasła. WTF? — pomyślałem. Dobrałem się jakoś hasła, przekazuję, kobieta mówi, że nie udało się zautoryzować. Czy to na pewno hasło do autoryzacji telefonicznej? — słyszę. No ta, szczególnie że mam wasz numer od godziny.
- Pani zresetowała hasło, które dostałem SMS-em, więc musiałem przepisać na kartkę odpowiednio indeksując każdy znak, dla ułatwienia.
- Dzwoniąc ponownie zapytała o hasło oraz, dla pewności o: PESEL, nazwisko panieńskie matki, adres zameldowania oraz nr dowodu.
- Po podaniu tego wszystkiego udało zmienić się adres, dzięki czemu znów będę otrzymywał od nich korespondencję, którą można wyrzucić bez otwierania. ;-)
A czy nie mógłbym sobie po prostu zmienić adresu przez Internet, czyli w taki sposób jak założyłem całe konto w OpenFinance?
Zdjęcie autorstwa Martin KingsleyProduktywność przy 30°
kategoria: Ogólne

Gdy jest „deczko” gorąco i nie bardzo się cokolwiek chce można przykładowo:
- Iść na zakupy do sklepu z klimatyzacją (bo zakupy i tak trzeba zrobić, prawda?).
- Wykąpać się w niezbyt ciepłej wodzie.
- Zrobić nadgodziny w pracy (jeśli jest klimatyzacja ;)).
I tyle. Nic więcej mi do głowy nie przychodzi, a nie chciałbym zmarnować czasu siedząc jak warzywo w oczekiwaniu na ochłodzenie… Co innego, w miarę produktywnego, można zrobić jak jest ponad 30°?
KDE 4: co potrafi alt+F2 (KRunner)
kategoria: Arch, KDE, Opera, Vim i okolice, Techblog |

Jak widać na powyższym obrazku, dzięki Krunnerowi możemy uruchamiać programy (pełne zaskoczenie ;-)). Jednak w KDE 4 i kolejnych jego aktualizacjach, twórcy dodali parę ciekawych bajerów. Co ważne, nie powodują one ociężałości tegoż startera. Oto kilka z tych bajerów.
Zarządzanie komputerem
lock— blokuje ekranrebootrestartshutdownlogout
Kalkulator

Obliczeń możemy dokonywać, gdy zaczniemy lub skończymy wpisywaną frazę znakiem równości. Wygodniej jest jednak zaczynać, bo Krunner od razu rozumie co chcemy osiągnąć i podaje wynik na bieżąco. Działające przykłady:
=2+22*3=(1+2)*3==sin(60)+sqrt(1/2)
Otwieranie menadżera plików
Wystarczy wpisać ścieżkę:
~(trochę szybszy sposób niż wpisaniedolphin)/var/log
Przeliczanie jednostek (miar i wag)
Działające przykłady (nie trzeba wpisywać całości):
1 inch in centimeter3 square meters in square miles1 gallon in liters
Przeliczanie walut

Przeliczanie walut (podobnie zresztą jak i inne opcje) jest o tyle fajne, że działa dla różnych zapisów: nie ma różnicy czy napiszemy pln, PLN, zloty, zlotys czy zl, ale uwaga, tylko z prawej strony „równania”. Z lewej trzeba już dokładniej wpisać (np. pln działa z prawej, ale z lewej nie).
100000 euro in PLN2 $ in euros
Jeśli chcemy wiedzieć skąd KDE bierze kursy walut — wystarczy kliknąć link pod wynikiem.
Sprawdzanie pisowni

spell jakieś-słowo
Podsumowując
Oczywiście KRunner potrafi trochę więcej (m.in. przeszukiwanie kontatków, bookmarków, otwieranie adresów internetowych, zarządzanie energią), wystarczy tylko przeklikać jego interfejs, żeby odpowiednie rzeczy pow(y)łączać (ikonka „kluczyk”) oraz sprawdzić jak się z nich korzysta (ikonka „znak zapytania”). Niektóre mogą być przydatne tylko w specyficznych przypadkach, inne mogą być kompletnie bezużyteczne. Ja na razie korzystam z wyżej przedstawionych, które i tak już mocno ułatwiają życie.
Aktualizacja Arch Linuksa — tym razem chyba się poddam
kategoria: Arch, KDE, Opera, Vim i okolice, Techblog |
Raz na jakiś czas, wykonując magiczne pacman -Syu w Archu musi się coś popsuć, inaczej Arch nie byłby Archem. Jednak ja jestem teraz stary, zrzędliwy i leniwy i wcale mi się nie chce go kolejny raz naprawiać.
Co tym razem padło? Nawet dokładnie nie wiem. Jedyny trop to zmiany w sterownikach Intela. Aktualne objawy: czarny ekran, wcześniejsze: niedziałające klawiatura i touchpad. Grzebiąc na forum doszukałem się paru podpowiedzi (związanych z włączaniem KMS), ale nic nie pomogło. Podobno jest jakiś bug, który będzie poprawiony w następny podobno kernelu. Mnie się czekać nie chce i chociaż jestem sentymentalnie do mojego starego notebooka (i 4-5 letniego Archowania na nim) przywiązany to chyba wymienię system na Ubuntu. Ma toto swoje plusy i minusy, ale przynajmniej bez grzebania się prawie nie psuje, a ja coraz mniej grzebię.
Tak naprawdę, to napisałem to, bo liczę, że ktoś napisze „ty baranie, zapomniałeś o xxx i yyy” co pozwoli ożywić mojego staruszka. Ale jak nie to litości nie będzie…
Jeszcze dla formalności: inna (stacjonarna) maszyna przeżyła ostatnie aktualizacje (KDE 4.4) prawie bezproblemowo. Tylko stabilny RawTherapee coś zaniemógł, ale wersja 3.0 alpha za to chodzi dobrze.
Vim: dopełnianie dowolnego tekstu (np. słów kluczowych PHP)
kategoria: Arch, KDE, Opera, Vim i okolice |
Vim posiada dwa bardzo przydatne skróty klawiszowe: ctrl-n oraz ctrl-p. Obydwa służą do dopełniania słów, pierwszy zaczyna szukać za kursorem, drugi przed nim. Domyślnie Vim korzysta ze słów z bieżącego pliku oraz z wszystkich otwartych buforów.

Można jednak tę funkcjonalność rozszerzyć dodając własny słownik. Sam słownik, to zwykły plik tekstowy, w którym słowa są oddzielone białymi znakami. Posiada on jednak dość dziwne ograniczenie — czyta tylko 511 znaków w jednej linii, dlatego nie wolno przesadzać z ich długością.
Słownik może być np. takiej postaci:
dzięciowodoronaftalen dziewięciodoronaftalen antypolonazsiderywizacjaimigtenwadsioptaweertyytna fluorochlorowęglanowodoroazotanocydy konstantynopolitańczykowianeczka cześć
Aby skorzystać ze słownika należy dodać 2 linijki (właściwie może być jedna) do ~/.vimrc:
set dictionary+=~/sciezka/do/slownika set complete+=k
Pierwsza komenda ładuje słownik, druga sprawia, że możemy go przeszukiwać za pomocą wcześniej wspomnianych skrótów (domyślnie trzeba byłoby wciskać ctrl-x-k). Słowników może być wiele.
Słownik możemy sobie utworzyć na bazie plików Vima ze składnią do języków programowania (pod Archem i debianopodobnymi w katalogu /usr/share/vim/vim72/syntax/). Należy tutaj jednak pamiętać o ograniczeniu długości linii. Dlatego dla samego PHP udostępniam gotowy słownik słów kluczowych.
Wpis ukazał się również na blogu Code42, gdzie także się udzielam.
LaTeX: dla kogo i czy warto?
kategoria: Arch, KDE, Opera, Vim i okolice |
Dla tych, którzy nie znają — LaTeX (wymowa „latech”) to system i język do składania tekstu. Ok, tylko tekst można pisać w Microsoft Word czy OpenOffice Writer — więc po co mi to cudo?
Otóż, jeśli twoje dzieła ograniczają do kilku stron lub też kompletnie nie zależy Ci na wyglądzie typograficznym to prawdopodobnie nauka LaTeX-a będzie tylko stratą czasu. Sprawa ma się zupełnie inaczej gdy chcesz napisać pracę inżynierską/licencjacką/magisterską albo jakąś książkę. Chociaż jest też dużo innych, bardziej specyficznych zastosowań, jak wzory matematyczne, prezentacje czy nuty.
Idea
LaTeX (czy właściwie sam TeX) opiera się na idei oddzielenia treści od prezentacji. Powstał po to, aby autorzy mogli skupić się na pisaniu kolejnych paragrafów, umieszczania ich w rozdziałach i sekcjach, dodawaniu tabel, list, wzorów czy figur jednoczenie nie przejmując się za bardzo ostatecznym wyglądem tych elementów.
Jak się w tym pisze
Od strony technicznej LaTeX przypomina język programowania, jednak nie należy się tego faktu bać. Podstawy są bardzo proste i wystarczą one do większości zastosowań.
Bardzo prosty przykład. Plik źródłowy.
Sprawa robi się bardziej skomplikowana przy bardziej specyficznych sprawach, np. wzorach matematycznych. Jednak nie wszystkim to potrzebne.
Przykład wzoru matematycznego. Plik źródłowy.
Żeby nie było za różowo: LaTeX jest jednak stosunkowo trudny w nauce, przynajmniej na początku. Zwykle jednak poświęcony czas się później zwraca, gdyż nie występują tam problemy znane edytorów typu Word takie jak rozwalenie całego układu po wstawieniu czegoś w środku czy zgubienie formatowania w niezbyt wiadomym momencie (i pewnie wiele innych, o których już na szczęście zapomniałem).
Plusy i minusy
Do niewątpliwych zalet należą:
- LaTeX jest darmowy i ma otwarte źródła.
- Pisać możemy w dowolnym edytorze tekstu. Dodatkowo istnieje wiele narzędzi dostosowanych specjalnie do tego języka.
- LaTeX dba za nas o wiele podstawowych rzeczy związanych z wyglądem, a także bardzo ułatwia tworzenie ładnych spisów tabel, bibliografii, przypisów czy spisów treści.
- Źródło dokumentu jest w formacie tekstowym, więc może być objęte systemem kontroli wersji, co jest bardzo przydatne, gdy tworzymy dokument w kilka osób.
- Można łatwo utworzyć dokument w formacie PDF, który przecież jest standardem.
- I na koniec najważniejsze: z łatwością tworzymy dokumenty, które są po prostu piękne!
Oczywiście nie ma róży bez kolców. LaTeX rozwiązuje za nas tysiąc problemów, wprowadza kilkadziesiąt nowych, jedank ostatecznie i tak jesteśmy na dużym plusie. Najbardziej oczywiste wady:
- Sporym problemem są dość zakręcone komunikaty błędów. Trzeba do nich po prostu przywyknąć, żeby wiedzieć o co może chodzić.
- Problem, który przerabiał chyba każdy „latexowiec”: wstawianie grafik tam gdzie chcemy. Standardowo pojawiają się one tam, gdzie pasuje to do układu stron, co czasami może oznaczać, że grafiki wystąpią przed tekstem po którym się znajdują. Oczywiście można z tym walczyć.
Jednak mimo tych (i innych) wad warto zainteresować sie LaTeX-em, gdyż po opanowaniu podstaw na pewno proces tworzenia dokumentów będzie sprawniejszy, a efekty dużo lepsze i ładniejsze.
Więcej informacji / bilbliografia
Wypróbuj online
Działanie LaTeX-a można wypróbować online np. na stronie: http://sciencesoft.at/latex/. Można użyć jednego z załączonych plików źródłowych. Link zasugerował Zal, dzięki!